wtorek, 19 listopada 2019

Dlaczego kobieta nie może zostać geniuszem…, czyli recenzja "Umysłu bez granic" Jo Boaler






TYTUŁ: Umysł bez granic
AUTOR: Jo Boaler
ILOŚĆ STRON: 256
DATA WYDANIA:25.09.2019
TŁUMACZENIE: Artur Ubik
WYDAWNICTWO: Harper Collins



Za możliwość poznania teorii matematyczki Jo Boaler dziękuję Wydawnictwu Harper Collins!


Dlaczego kobieta nie może zostać geniuszem...
 
Dobrze widzicie, choć to wcale nie jest moja opinia. (O ironio, przecież też jestem kobietą!) Takiego zdania nadal, w XXI wieku jest większość, nie zdziwię was, mężczyzn, głównie tych wykształconych i na wysokich stanowiskach. Nie rzadko zdarza się, że są to wykładowcy, profesorowie i inni, którzy mimo wszystko wydają się być swego rodzaju wzorem w jakimś aspekcie swojej wyjątkowości. I właśnie to przedstawia Jo Boaler w swojej książce Umysł bez granic, chociaż z pozoru ta książka wcale nie jest o podziałach ze względu na płeć oraz dyskryminacji, a jednak, jak udowadnia, ściśle wiąże się to z naszymi możliwościami pod względem nauki i przyswajania wiedzy.


Książka ta ma być poradnikiem o tym, jak się uczyć, żeby się nauczyć. Bo przyznajcie sami, ile razy mówiliście sobie, że do czegoś po prostu nie jesteście stworzeni? Ile razy padały słowa, że: matematyka jest nie dla mnie lub nie mam duszy humanisty. Jak udowadnia autorka, nic bardziej mylnego. Każdy umysł jest zdolny nauczyć się wszystkiego, co umie ktoś inny. Bo nikt nie dostał czegoś ot tak, bez wysiłku. Ciężka praca i odpowiednie nastawienie pozwoliło dokonać genialnych osiągnięć przez między innymi Mozarta, czy też Einsteina. Dlaczego więc autorka powtarza, że szowinizm jest wszechobecny i sprawia, że kobiety rzadziej zdobywają osiągnięcia naukowe, ale nie tylko? Wyjaśnia to na podstawie czegoś, co nazywa nastawieniem na rozwój. Niestety nadal w społeczeństwie, które wywodzi się z patriarchatu panuje przekonanie, że to mężczyzna ma większe możliwości poznawcze. I że to on myśli bardziej logicznie. Dlatego też według niektórych nauczycieli, wykładowców, radzi on sobie lepiej z naukami ścisłymi, jak na przykład matematyka czy fizyka. Dowodzi też, że zmienienie podejścia nauczyciela, który będzie chwalił za osiągnięcia (za nie, a nie za ogólną mądrość) wszystkich równo, a także za podjęcie wysiłku nad zrobieniem zadania lub zrozumieniem czegoś, zmieni on nastawienie i każde, nawet to dziecko, które radziło sobie nie do końca tak jak powinno z przeznaczonym dla niego materiałem, zrobi niewiarygodne postępy w nauce. Wspomina też ona o nastawieniu na popełnianie błędów. A raczej zrozumieniu tego, że nie należy bać się popełniania błędów, bo to one wpływają pozytywnie na nasz mózg, który zaczyna działać na większych obrotach.

No właśnie, powiedziałam o tym, że autorka opisuje przedmioty ścisłe i mówi, w jaki sposób się ich uczyć. Niestety niemal cała książka, jak przystało na wykładowcę matematyki, jest poświęcona temu przedmiotowi. Wszelkie przykłady zadań (choć było ich raptem kilka), sposoby pracy nauczycieli… to wszystko bazowało właśnie na tej dziedzinie nauki. Poczułam się pod tym względem oszukana, bo na okładce wyraźnie pisało, że pomoże mi ona również w nauce języka obcego czy grze na instrumencie. Jedyne co na ten temat otrzymałam, to małe wtrącenie, że tych samych metod możemy wykorzystać do wszystkiego. Koniec.

Zanim na dobre skrytykuję tę pozycję, dodam jeszcze coś pozytywnego. Ta książka, a raczej psychologiczne podejście do dziecka, które autorka w niej opisuje, są niemal obowiązkowymi tematami do zagłębienia dla wszystkich nauczycieli i rodziców. Bo jak twierdzi, to właśnie od tych osób zależy jak dziecko będzie się uczyło. (Chociaż w mojej opinii wiele zależy od zaangażowania dziecka. Bo wiadomo, jeśli się uprze, to nie ma zmiłuj. Jeśli nie chce mu się uczyć, to nawet najlepsze, najbardziej rozwojowe zadania nic nie pomogą). Chociaż zastanawiam się o ile te koncepcje dałoby się wykorzystać w polskiej szkole, gdzie mimo wszystko nadal funkcjonuje nastawienie na zrealizowanie programu nauczania według konkretnego schematu. Nauczyciele mają szczerze mówiąc małe pole do popisu, choć zapewne niejeden z nich ma zapał, który zostaje szybko ostudzony. Warto jednak zagłębić się nad pojęciem neuroplastyczności, ale nie wiem, czy koniecznie z tej książki.

Był pozytywny akcent, więc mogę przejść do krytyki, konstruktywnej, rzecz jasna. ZA MAŁO FAKTÓW. Czytając tę książkę czułam się, jakbym czytała jej biografię, pamiętnik, list motywacyjny, ale nie poradnik, którem de facto ta pozycja jest. Poznałam historie dziesiątek osób, które poznała na swojej drodze i które chwalą jej poczynania na drodze naukowej. Wklejone są tu nawet listy od tych osób, a dokładniej ich treść. Mam tylko jedno pytanie: po co? Po co mi informacje o tym, jak zmieniła pracę z jednej uczelni na drugą. Po co mi opowieść o tym, jak ktoś dzięki jej metodzie odkrył, że ma w sobie pokłady nieograniczonej możliwości nauki. Okej, ten fakt by przeszedł bez problemu. Gdyby był drobną dygresją, a nie wychodził na główny plan.

W konstrukcji książki (której usilnie staram się nie nazywać powieścią) jest zbyt mało tabel, wykresów, schematów, tego wszystkiego, co oczekujemy po poradniku. Bo to nie jest tekst skierowany do naukowców. To nie jest tekst stricte naukowy, bo nie ma w nim niemal żadnego fachowego nazewnictwa. To po prostu zwykły poradnik, a przynajmniej w teorii miał nim być. W oczy kłuje także powieściowa forma narracji. Chwila, od kiedy w poradnikach zwraca się na to uwagę? No kiedy dostajemy 230 stron zapisanych linijka w linijkę tekstem, to jednak nie da się tego przeoczyć.

Czy tę książkę dobrze mi się czytało? Nie powiem, nie była najgorsza. Miała dużo przykładów, dygresji, które dygresjami nie były, listami, więc czytało się ją naprawdę płynnie. Czy wniosła ona coś do mojego życia? Niestety nic poza kwestią, że chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o neuroplastyczności, o której powinnam dowiedzieć się właśnie z tej pozycji. Jeśli lubicie czytać autobiografie naukowców, historie ich pracy i inne aspekty ich życia, to możecie śmiało po nią sięgać, nie liczcie jednak, że dzięki niej nagle zrozumiecie w jaki sposób uczyć się lepiej. A może to ja, jak to ona twierdzi jestem nastawiona na niezmienność? Może do innych jej słowa naprawdę trafiają i wywołują spektakularne zmiany? Ja jednak nie znalazłam z tą autorką i jej słowami wspólnego języka. A szkoda, bo zapowiadało się naprawdę nieźle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz