czwartek, 25 lipca 2019

Czy jedna iskra wystarczy, aby na nowo rozpalić zamknięte na miłość serca? Recenzja książki "Drwal. Miłość, która nardoziła sie z natury" K.N. Haner


TYTUŁ: Drwal. Miłość, która narodziła się z natury
AUTOR: K.N. Haner
WYDAWNICTWO: EditioRed
ILOŚĆ STRON: 288
DATA WYDANIA: 27.05.2019
Za możliwość poznania historii przystojnego drwala i zagubionej dziennikarki dziękuję Wydawnictwu EditioRed oraz autorce - K.N. Haner!


Kolejne podejście do twórczości K.N. Haner, która za pierwszym razem zostawiła u mnie mieszane uczucia. Jak mówi okładka Królowa Dramatów w nowym wydaniu. Chciałabym się zgodzić z tym stwierdzeniem, ale czy na pewno tak jest?



To, co zawsze mnie zachwyca w książkach tej autorki, to okładki. Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że jedne z ładniejszych na polskim rynku wydawniczym. Od razu lepiej się sięgać po coś, co jest ładnie ubrane. Więc sięgnęłam. Szybko przekonałam się, że autorka zaserwowała mi niemal to samo, co w Zapomnij o mnie, ale w innej szacie graficznej. Dlaczego więc pojawiło się stwierdzenie, że jest to nowe wydanie? Naprawdę nie mam pojęcia. Kiedy wczytałam się w zaserwowaną przez autorkę historię Jasona i Sam, czułam się tak, jakby bohaterowie Zapomnij o mnie przed wystawieniem nowej roli tylko zmienili kostiumy. Reszta została taka sama. No może nie taka sama, ale łudząco podobne wątki sprawiały, że miałam już o bohaterach wyrobione odgórnie zdanie. Lekko denerwująca bohaterka, która niby chce zmienić swoje życie, ale tak naprawdę najchętniej nic by nie zmieniała. No i bohater, który chce zbawić świat, a dokładnie to chce uratować wspomnianą wcześniej Sam. Ja sama w pewnym sensie zajmuje się twórczością pisarską, więc wiem, jak kuszące jest pisanie wątków i poruszanie problemów, które chcemy przedstawić za każdym razem w innej formie. Jednak dla czytelnika, może się to okazać odgrzewanym kotletem, zamiast ulubionym daniem kosztowanym po raz kolejny. Zwłaszcza, jeśli czytamy którąś z kolei książkę tego samego autora, a wątki napisane są w tym samym stylu, tylko w nieco innej otoczce. Jestem przekonana, że można by wypisać długą listę podobieństw występującą w tych dwóch powieściach tej autorki. Pytanie tylko po co? Bo w książce są też drobne różnice, które sprawiają, że mimo wszystko, to nie jest sparafrazowana poprzednia powieść, a odrębna książka, która stanowi całość sama w sobie. I właśnie na niej teraz się skupię w oderwaniu od porównywania jej do Zapomnij o mnie.

— Po prostu jesteśmy przeciwnościami, Sam. Ja wodą, ty ogniem. Potrafię ugasić pożary w twojej głowie.

Od samego początku w oczy rzuca nam się główny bohater. Ciężko przeoczyć przystojnego drwala, choć ukrywa się głęboko w lesie w swojej małej samotni. Od razu można zauważyć, że jest to dojrzały mężczyzna. Dojrzały z zachowania, bo nadal jednak jest dość młody. A mimo wszystko jedna dziewczyna sprawiła, że podjął odważną decyzję o wyjechaniu z daleka od wszystkich. Odciął się od rodziny, przyjaciół, od dobrze znanego mu świata, żeby nie pozwolić więcej się zranić. Podjął też decyzję, że więcej nikogo nie pokocha. Że żadna dziewczyna nie skradnie jego serca. I jak możecie się domyślić, udawało mu się do dnia, kiedy u jego progu nie stanęła Sam, dziennikarka, która za wszelką cenę chciała dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Nie wierzycie w przeznaczenie? Jak zatem wytłumaczycie to, że akurat wtedy pogoda postanawia zatrzymać tę dwójkę razem? Że w ten sposób zbliżają się do siebie i choć Jason zarzekał się, że nikomu nie pozwolić wejść do jego serca, Sam się to udało. Dziewczyna ta jednak skrywa tajemnicę, która nie raz namiesza w życiu tej dwójki, a konsekwencje jej przeszłości, od której chce się odciąć, mogą być wręcz katastrofalne. Czy jednak dzięki miłości, jaka się między nimi nieśmiało rodzi, zdołają pokonać wszelkie przeciwności?

— Czasami nie powinniśmy spełniać oczekiwań osób, które mają problemy same ze sobą.

Oczywiście nieśmiało należy w tym przypadku rozumieć z przymrużeniem oka. Dlaczego? Bo to nieśmiale znaczy, że już po kilku dniach nie widzą poza sobą świata. Mimo tego, że każde z nich w swoim życiu przeszło coś, co w pewnym sensie pozbawiło ich wiary w udaną miłość. I mimo tego, że ta historia równie dobrze mogłaby się wydarzyć na przestrzeni roku, autorka ścisnęła to do kilka dni, jednak zrobiła to w taki sposób, że tylko przez chwilę przemknęło mi przez myśl, że to wszystko dzieje się za szybko. W pozostałych momentach absolutnie nie raziło mnie to w oczy. Sposób w jaki rodziło się między nimi uczucie był przedstawiony słodko, ale stanowczo. Szybko, a zarazem niesamowicie drobiazgowo, w dobrym tego słowa znaczeniu. Atmosfera między nimi, a także ta, która towarzyszyła głównemu bohaterowi w samotności była tak subtelnie budowana, że nawet w zwykłym spojrzeniu, czy pojedynczym słowie autorce udało się przekazać ich emocje. Chociaż momentami z pięknie ujętych scen miłosnych, mimo że to erotyk, czasami odczuwałam zatarcie granicy literackości. Nie wszystko jest potrzebne, aby opisywać dosadnie. I aby to robić takim, a nie innym słownictwem.

Paradoksalnie samotność dopadała mnie w chwilach, gdy miałem kontakt z innym człowiekiem.

Książkę tę czytało się niezwykle lekko, mimo jej momentami ciężkiej tematyki. Jednak po przeczytaniu rozdziału, nie było elementu, który by sprawił, że chciałabym czytać więcej i więcej. Równie dobrze, bez wyrzutów sumienia, potrafiłam zamknąć książkę i na kilka dni ją odłożyć. Akcja tej książki była raczej statyczna, chwilami pisana dość ogólnikowo. Moje ogólne wrażenie po przeczytaniu tej książki jest lepsze niż po pierwszym zetknięciu się z powieścią tej autorki i myślę, że tą pozycją przekonała mnie, żeby, niekoniecznie okrzyknąć jej twórczość moją ulubioną, ale sięgnąć po coś jeszcze. Mam nadzieję tematycznie innego, bo mimo, że pomysł jest dobry, dość mocny i przedstawiony w ciekawy sposób, w końcu może się on znudzić. Bardzo spodobał mi się pomysł na przedstawieniu bohatera w roli drwala, bo to dość niecodzienny sposób przedstawienia mężczyzny idealnego. Od początku do końca czułam się, jakbym faktycznie przemieszczała się między pachnącym igliwiem i żywicą lasem, a pełnym oparów samochodowych Nowym Jorkiem. Jeśli chcecie poznać historię miłości, która narodziła się z natury, a co za tym idzie miejscami pozbawiona jest miejskich uprzedzeń, spróbujcie powieści od K.N. Haner.

— Życie jest proste. Najczęściej sami je sobie komplikujemy.

1 komentarz: